Wiem, że nic nie wiem…

Z każdego rozwiązanego zagadnienia wyfruwa im rój nowych pytań. Natchnienie, czymkolwiek ono jest, rodzi się z bezustannego “nie wiem”.

Takich ludzi nie jest zbyt wielu. Większość mieszkańców tej ziemi pracuje, żeby zdobyć środki utrzymania, pracuje, bo musi. 

Są dni, kiedy mam zerową odporność na absurdy, debilizmy i ludzką głupotę.

Na uparte trwanie przy swoich założeniach i ograniczone postrzeganie również.

W takie dni ze zdumieniem przyglądam się światu i odkrywam, jak bardzo ograniczeni są ludzie w możliwości dopuszczania racji innych tylko do wiadomości, nie mówiąc o chociażby próbie pochylenia się nad nią.

ks. Tischner powiedział, że są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda

Co prawda gazdowie tylko wiedzą, co „tyż prawda” oznacza – bo z reguły to na „tyż prawdę” się zdają, gdy im się gadać nie chce. Przytaknąć nawet największemu blagierowi (Wielkopolanin powiedziałby: pierdole z Gądek, ale nie pamiętam, jaki jest góralski odpowiednik) można dzięki tyż prawdzie nawet bez wyjmowania fajki z ust. A pierdoła gadać będzie dalej. (Leszek Waligóra, Głos Wielkopolski)

     Ludzie udają, że dyskutują, bo wygłaszając jedynie słuszne racje, nie ma miejsca na racje innych – te można ewentualnie ośmieszyć (najlepiej z ich autorem na czele), bo jeśli coś jest sprzeczne z moim przekonaniem, to oczywiście nie ma racji bytu.

     Robią tak ludzie wykształceni mniej i bardziej, ale na pewno zadufani w sobie i przekonani o swojej wspaniałości. I wtedy czar pryska – coraz częściej, w obliczu takich właśnie postaw, staję zażenowana i rozczarowana. To takie przykre uczucie, kiedy masz kogoś za inteligentnego i myślącego, a okazuje się, że to człowiek ograniczony swoimi przekonaniami i zapewne kompleksami.
Bo co każe nam trzymać się swoich stanowisk kurczowo i nie pozwalać innym na zmianę naszych poglądów?
Czy nie strach, że ktoś pomyśli, że jestem nie tak mądry jak się kreuję, a może nawet całkiem głupi?
Czy nie po to udzieliłem kilku wywiadów jakiejś tv, żeby było wiadomo, że jestem najmądrzejszy, a nie teraz ktoś mi będzie pokazywał, że można na problem spojrzeć inaczej?
Oczywiście zawsze znajdzie się wianuszek adoratorów i popleczników, gotowych własną piersią bronić cudzych racji.
U mnie czar pryska – nigdy już taki człowiek nie będzie dla mnie autorytetem, cokolwiek by nie powiedział.

Bo dla mnie autorytetem jest wieczny poszukiwacz prawdy – Sokrates ze swoim „wiem, że nic nie wiem” i Wisława Szymborska mówiąca, że im więcej odpowiedzi, tym więcej pytań:
https://www.nobelprize.org/prizes/literature/1996/szymborska/25586-wislawa-szymborska-odczyt-noblowski-1996/

Rozmaici oprawcy, dyktatorzy, fanatycy, demagodzy walczący o władzę przy pomocy kilku byle głośno wykrzykiwanych haseł, także lubią swoją pracę i także wykonują ją z gorliwą pomysłowością. No tak, ale oni “wiedzą”. Wiedzą, a to, co wiedzą, wystarcza im raz na zawsze. Niczego ponad to nie są ciekawi, bo to mogłoby osłabić siłę ich argumentów. A wszelka wiedza, która nie wyłania z siebie nowych pytań, staje się w szybkim czasie martwa, traci temperaturę sprzyjającą życiu. W najskrajniejszych przypadkach, o czym dobrze wiadomo z historii dawnej i współczesnej, potrafi być nawet śmiertelnie groźna dla społeczeństw.

Czy nie żyjemy właśnie w czasach pełnych różnej maści dyktatorów przekonanych o własnej nieomylności?
Czy poddawani ciągłej presji tych nieomylnych w swoim przekonaniu, nie próbujemy na innych odreagowywać tej frustracji, tworząc własne „nieomylności”, którymi można atakować swoje otoczenie?

Dlatego tak wysoko sobie cenię dwa małe słowa: “nie wiem”. Małe, ale mocno uskrzydlone. 

Te słowa idą ze mną od wielu już lat przez życie, ale widzę od pewnego czasu, że nie służą mi tak jak powinny, bo trudno się żyje człowiekowi, który wciąż szuka odpowiedzi i nowych rozwiązań, nie godzi się na bylejakość i wie, że nic nie jest ostateczne, w gronie przekonanych o własnej nieomylności i świentej prawdzie.

Czasem odchodzę od dyskusji z tekstem w myślach tys prowda, wiedząc, co on po góralsku oznacza, a czasem głośno mówię gówno prowda, zyskując niechcianych wrogów. Bywa, że odchodzę od dyskusji milcząco, niosąc swoje rozczarowanie dyskutantami, tak długo, aż pogodzę się z faktem, że rozczarować potrafi każdy, niezależnie od statusu społecznego.

I w myślach zapalam fajeczkę, czekając na czas, kiedy ci wszyscy nieznający refleksji nie wiem, trafią na siebie nawzajem.

Dla mnie nie wiem, to ciągłe odkrywanie, nieustanny zachwyt nad światem, wieczna radość i ciągłe „nowe”. Możliwość bycia odkrywcą, ale i naprawiania tego, co odkryli czy zorganizowali inni. To fascynacja innością, branie nowego dla wzbogacenia utrwalonego.

wiem, że nic nie wiem  zdecydowanie bardziej inspiruje od ja wiem wszystko najlepiej.

Tylko im więcej odkrywam, tym bardziej ludzie mnie rozczarowują.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *