Pragmatyzm a miłość – jak zarządzać relacją.

Czasami jesteśmy obok miłości i przechodzimy niepostrzeżenie, bojąc się, że stanie się naszym życiem, a kiedy indziej gonimy ją – gdy już dawno znikła…

A gdyby do miłości podejść pragmatycznie – zarządzić relacją jak projektem?

Spotykasz człowieka, poznajesz go i dajesz sobie czas na to poznanie.

Okazuje się, że macie wiele wspólnych tematów do rozmów, podobnych poglądów, ulubionych rzeczy, sposobu myslenia czy działania. Rozmowy mogą się toczyć godzinami i nigdy nie kończyć – co ci to mówi o relacji?
Że z tym człowiekiem nie grozi ci nuda? Że lubiąc to samo, można na wiele sposobów spędzać wspolnie czas i cieszyć się nim?

Czy z człowiekiem o podobnym systemie wartości i poglądach grozi ci niedogadywanie się i nierozumienie? – wręcz przeciwnie.

Czy taki związek może być udany? Zdecydowanie dane na to wskazują.

Jesli fizycznie człowiek pociąga cię swoją atrakcyjnością, a w łóżku dzieją się cuda i są one odwzajemnione, to co ci to mówi o tej relacji?
Że owszem inni będą się za nią oglądać, ale tylko ty będziesz miał przywilej czuć gładkość jej skóry?
Dziś, jutro, za rok i za 100 lat też? A dlaczego by nie?

Jeśli drugi człowiek dba o ciebie, troszczy się, a jednocześnie daje przestrzeń i nie ogranicza swoimi schizami, to co ci to mówi o tej relacji? Będziesz mieć szanse i mozliwości z pełnym wsparciem partnera?

Czyż nie jest to wymarzona sytuacja – wspaniała, mądra i atrakcyjna kobieta/ fascynujący facet w twoim życiu, czujesz, że masz wsparcie, oparcie i radość na wyciągnięcie ręki, że w twoim życiu możliwy jest spokój i harmonia a jednocześnie niczym nieograniczone możliwości własne, bo przecież kwiaty rosną, kiedy ktoś o nie dba.

Czy to jest powód, żeby z kimś takim być, czy żeby się wystraszyć i uciec?

Przechodzimy niepostrzeżenie, bojąc się, że stanie się naszą codziennością…
albo, co gorsza, serwujemy sobie ucieczkę z relacji już nawiązanej…

Wyobraź sobie szefa firmy, która ma w miarę stabilną sytuację, ale szału nie ma, a i przyszłość jawi się mgliście. I zjawia się możliwość zrobienia czegoś, co sprawi, że firma będzie hulała i dawała więcej korzyści i radości – a szef patrzy i mówi: nie teraz, nie jestem gotów, za fajnie, za dużo, projekt wspaniały, ale będę się czuł zobowiązany – do czego? Do szczęścia? Do czerpania korzyści? Do odpowiedzialności za świetne działanie? Bo chujowo, ale niezobowiązująco to lepsza opcja?

Co byś powiedział o takim szefie, o takim sposobie zarządzenia swoim dobrem?

To wróćmy do miłości – czym właściwie ona jest dla ciebie? Jakie masz skojarzenia z tym pojęciem?

1. Miłość = zobowiązanie, ograniczenie możliwości, obowiązki, wymagania, pretensje, szarpanie się z kimś, nuda i frustracje?

2. Miłość = szczęście, spełnienie, radość, wzrost, wspólnota, nieograniczone możliwości, przyjemność, bycie dla kogoś i z kimś, możliwość przytulenia się kiedy masz ochotę, ukojenie w troskach, pomoc w organizowaniu codzienności, bezpieczeństwo, zaufanie, pewność

Jeśli twoje skojarzenia są takie jak w pierwszym przypadku, to nie zaczynaj żadnej relacji i jak najszybciej idź na terapię.

Jeśli twoje skojarzenia są takie jak w drugim przypadku, to czy pragmatyzm, a nawet egoizm nie mówi: trzymaj, nie puszczaj, rozwijaj – masz przyjaciela, masz wsparcie i masz piękne możliwości, przyjdzie dzień, kiedy zechcesz zrobić miejsce w szafie i wtedy to zrobisz, a dzisiaj dbaj o dobrostan wzajemny?

Jeśli mimo to uciekasz – idź na terapię.

Bo jesli słyszysz głos w głowie „ale jak to zakochałem się, zafascynowałam, jest wspaniale, ale miałbym być czyjś/aś? Na wyłączność? Zobowiązany? Ograniczona?” – to brak logiki tego myślenia jest porażający i nie ma ono nic wspólnego z pragmatyzmem.

A jeśli to nie pragmatyzm to co?

Egoizm? Nieeee, egoizm to dbanie o swoje dobro, a jesli odrzucasz to, co dla ciebie dobre, to zdecydowanie egoistą nie jesteś…. więc kim?

Jeśli pozwalasz sobie na tak mało sensowne działanie, to nie dziw się, że los nie będzie łaskawy.

Dzisiaj uciekasz, za chwilę będziesz gonić – za czym? Co znajdziesz?
A co jesli zadziała Karma? Albo zwyczajnie syndrom wygłodzenia sprawi, że rzucisz się na pierwsze z brzegu „danie”.
Wszyscy wiemy, dlaczego nie chodzi się „na głodno” do marketów i wiemy, że takie fastfoodowe jedzenie jest ciężkostrawne i na dłuższą metę szkodliwe.

Ale przecież masz swój punkt odniesienia i wiesz już, czego chcesz i pragniesz, ale gdzie popełniłeś/aś błąd….

czy powrót/odzyskanie będzie możliwy – tego nie można nawet zakładać.
Czy replika się znajdzie? Może tylko namiastka.

Kiedy możliwość nie spotyka się z gotowością, warto sięgnąć po pragmatyzm i dać sobie czas.
Sobie i komuś.

Dialog, jasne stawianie sprawy i poczucie odpowiedzialności bardzo ułatwiają zarządzanie wszystkim i czymkolwiek, ale o tym już było w tekstach o budowaniu relacji.

Czasami jesteśmy obok miłości i przechodzimy niepostrzeżenie, bojąc się, że stanie się naszym życiem, a kiedy indziej gonimy ją – gdy już dawno znikła…

Stać cię na taką życiową nonszalancję?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *