jak połówki pomarańczy i dwie części jednej duszy…

Na tablicy znajomej znalazłam taki oto tekst:
„…Mówią, że kiedy rodzi się człowiek, z nieba spada dusza.
I rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Natomiast całe życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy.
Połowy swojej własnej duszy.
Połowy samego siebie . . . ”

Przypuszczam, że wyznawców tej idei nie brakuje i większość zna i pewnie zachwyca się tą koncepcją
No bo przecież to takie rozczulające, romantyczne, wzruszające i ach och ojejeje…zaraz po bajkach o Kopciuszku, którego znalazł wspaniały książę i paru innych w ten deseń…
No bo jakże to pięknie sobie wytłumaczyć, że w moim życiu brak sensu, bo nie trafiłam jeszcze na swoją drugą połowę – jabłka/ pomarańczy/ tudzież pokrywkę…
I tak sobie wpajając, patrzymy na zegar i widzimy 09:09, 15:15, 21:21 i och ach, ktoś mnie kocha
ach och, wiem kto…
no na pewno ten, który chcę, żeby mnie kochał…
Bo czuję jakbyśmy się znali wieki całe, na pewno w poprzednim życiu byliśmy parą, moja druga połówka…
i wzdychamy, i wpajamy sobie następną bzdurę
po włożeniu do głowy jednej, każda kolejna wchodzi łatwiej….
a on nie dzwoni, nie pojawia się na spotkaniu, nie odpowiada na wiadomości…
no ale przecież 10:10, 13:13, 19:19
nienienie…

         A co Wy na to, żeby patrzeć na siebie jak na kompletną osobę?
żadnej zagubionej połówki, której szukamy całe życie?
żadnego szukania kogoś, kto będzie naszym dopełnieniem?
nikt nas nie „dopełni” jeśli sami w sobie nie czujemy się kompletni
nikt nie uczyni nas szczęśliwymi, jeśli nie umiemy być sami ze sobą szczęśliwi
nikogo nie musimy szukać, jeśli odnajdziemy samych siebie i jesteśmy ze sobą za Pan Brat…
właśnie tak to widzę i wkurza mnie wmawianie ckliwymi historyjkami, że w kimś znajdziemy siebie, albo to, czego nam brakuje. Obarczamy osobę, którą obdarzymy takim balastem, odpowiedzialnością za nasze poczucie kompletności, za nasze szczęście…
oddając w czyjeś ręce odpowiedzialność za nasze szczęście, pozbawiamy się realnego wpływu na nie….
pozbawiamy się tego szczęścia w ogóle – bo co wtedy, gdy nosiciel naszego szcześcia zniknie z naszego życia?

Więc może, zamiast marnować życie na przetrząsanie Wszechświata w poszukiwaniu jakiejś mitycznej połowy siebie, znajdź ją w sobie – skompletuj siebie i dostrzeż, że masz wszystko, żeby być szczęśliwym, żeby szczęście dawać, ale nie musieć go szukać rozpaczliwie i desperacko.

Zaakceptuj siebie, zadbaj o rozwój i pracuj nad tym, co chcesz zmienić, zamiast gonić wiatr w polu i szukać siebie poza sobą…
Bądź kompletna/-y, a wtedy człowiek, którego spotkasz na swojej drodze, wzbogaci Twoje życie, a nie załata dziurę.
#ByćŚWiadomym #coaching #rozwój

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *